ot, (nie)zwykły poniedziałek

Myśl ulotna. Istotna. W (pod)świadomości tkwiąca:

Bo te pierdoły, te najmniejsze pierdoły, tak potrafią czasem życie zatruć… że się tak dalej żyć nie chce…

Abstrahując.

Jak to miło zejść rano do samochodu, oczywiście w ostatniej chwili, bo akurat Dziecię postanowiło urządzić histerię (jak nigdy! dziś postanowił nie jeść kaszki za absolutnie żadne skarby świata i wpadł w czarną rozpacz, którą tylko ja byłam w stanie ukoić…swoją drogą urocze…

TU APLIKACJA WYCIĘŁA CZĘŚĆ POSTU, DLACZEGO???

DOPISZĘ W WOLNEJ CHWILI…

było jakoś tak:

… swoją drogą urocze… <3) i spostrzec (wracając do głównego wątku myśli opisywanej) absolutny brak tablic rejestracyjnych oraz spoczywające nader spokojnie listewki, które zazwyczaj wspomniane tablice mocują do w/w pojazdu, spokojnie, w pobliżu samochodu, którym właśnie miałam udać się w tej ostatniej chwili do pracy… Niech mi ktoś powie, że w takiej sytuacji nie ciśnie się na usta soczyste, bardzo stare słowo, nazywające równie stary, jak nie najstarszy zawód świata! Zamiast kierunku ‚work’, musiałam obrać kierunek 112 i udać się na najbliższy komisariat, oczywiście pieszo, bo pojazdem poruszać się bez tablic nie wolno… Teraz wystarczy wyrobić nowe, oczywiście odpłatnie, oczywiście, bo co z tego, że skradzione, to nie ma dla nikogo znaczenia…

Aż chce się rzecz:

Aaaa, „co za ludzie, co za kraj”!

Dość podminowany jest świadek zdarzenia…

Mój pierwszy kontakt ze służbami tymi, co to się kradzieżami zajmują, zwanymi policją, uważam za pozytywny. Ze względu na fakt, iż trafiłam na Panią sierżant w wieku zbliżonym do mojego, niezwykle sympatyczną i ludzką. A czy ma to związek z jakąkolwiek skutecznością w tzw. łapaniu przestępców? Nie. O tym dopiero się przekonamy. Chociaż pewnie tablice nasze leżą już gdzieś na dnie jakiegoś zbiornika wodnego lub turlają się po wysypisku…

Whatever.

Tydzień w każdym razie zaczął się przemiło… :/

Dobrze, że nie poddałam się pesymistycznemu nastrojowi mojego…najbliższego otoczenia, oględnie mówiąc…zorganizowałam transport i wizyta u Cioci na urodzinach odbyła się, a jak! 😉

Spend rodzinny i śpiewy (bo ponieważ: tak, u nas na imprezach się śpiewa!) to to, co odrywa od trosk i jest w sam raz na kiepski nastrój…

Hmm…spać już…zmęczyłam się…
Dobranoc, kolorowych i słodkich 😉

Reklamy
This entry was published on 26/08/2013 at 21:29 and is filed under lubię, myśli...potargane..., nie lubię, w związku ze związkiem, życie codzienne. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

2 thoughts on “ot, (nie)zwykły poniedziałek

  1. emocje raz zapisane, już raz „wylane”…
    już drugi raz nie da się ująć ich tak samo, ale postaram się…
    muszę naprawić to, co zniszczyła czasoprzestrzeń, gubiąc gdzieś część posta(-u?)…

    • nauczka: pisać w komputrze, a nie w telefonie.
      dopisałam brakującą część, Szefowa nie zareagowała, że „co robisz?”, pozdrawiam serdecznie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: