co masz zrobić jutro – zrób dziś… tylko jak? co tzn. ‚tak!’?

Są takie rzeczy, których, jak nie zrobi się od razu, tylko odkłada się je „na jutro”, to nie zrobi się ich wcale…
Są takie, które zaczyna się i, zaiste, chce się kontynuować, ale ciągle coś odwraca uwagę…
Myślę, że drugi przypadek zdecydowanie można nazwać problemem z szeroko pojętą systematycznością i, niestety…ciężko się do tego przed samą sobą nawet przyznać…
Otóż ja ów problem osobiście posiadam… :/
Widać to po moim blogu. Jest nieco niezorganizowany, niepoukładany, hmm… potargany 😉
A ja tak lubię porządek, wszystko poukładane pod linijkę, kolorystycznie, ze smakiem, czyściutkie, wysprzątane, błyszczące, świecące przykładem…
Tak bym chciała robić różne różniste rzeczy systematycznie i konsekwentnie…
Oprócz pisania na blogu moim ukochanym, który notorycznie, o zgrozo!, zaniedbuję (czego nie cierpię, ale to robię…nie wiem dlaczego..?), chciałabym na przykład regularnie prowadzić zapiski związane z budżetem domowym. Kręci mnie to, a ciągle jest tak, że przez +/- tydzień notuję ochoczo codziennie każdą wydaną złotówkę, ba, każdy grosz!, cisnę Te o spowiedzi z trwonienia rodzinnych finansów (żeby nie było: On popiera ten pomysł, ba, jest jego współtwórcą!), a następnie przez 3 tygodnie zbieram wszystkie możliwe paragony (ale tylko za moje zakupy, tych klientów przede mną ani za mną nie okradam z ich świstków), aż zaczynają samoistnie wyfruwać z mojej torebki (w portfelu…hmm…przestają się mieścić po dwóch-trzech dniach-tak to jest, jak kupuje się chleb gdzie indziej, wędlinę gdzie indziej, ziemniaki jeszcze gdzie indziej, bo tu lepsze, tam tańsze, itp., itd…). Dziś już nie, ale przecież „jutro” wszystko zapiszę… Ale „jutro” też nie mam czasu/ochoty/nastroju/długopisu pod ręką… I tak gromadzi się zaległość, która urasta do takich rozmiarów, że ciężko ją nadrobić…
I podobnie sprawa się ma z postowaniem in here :/ Bosh, żebyśta wiedzieli, ile dziennie postów kiełkuje w mej główce, to normalnie na zawał byśta zeszli!
Ale wszystkie więdną… jak ten storczyk u mnie w pracy, który najwidoczniej usechł z tęsknoty, gdy byłam na urlopie, gdyż wcześniej pięknie się przyjął po odsadzeniu, a teraz już nawet ledwo nie dycha… 😦
Taa, mój tok rozumowania i połączenia międzymyślowe biegną ścieżkami, których nawet ja nie pojmuję 😉
Hmm…
Czy ja odważę się podjąć decyzję życiową w życiu mem zawodowem i zaryzykuję? Ich habe Angst… /zawsze lubiłam dosłowne tłumaczenie: mam strach… :D/
Tak oto mętlik myśli potarganej wydostał się i ujrzał światło…nocne (?!)
O, bajdełej, podobno dziś u nas był „deszcz meteorytów”. Niestety, z IV piętra bloku na intensywnie oświetlonym osiedlu w intensywniej jeszcze oświetlonym mieście nie było go widać 😦 A szkoda, bo kark by mnie bolał, tak bym łeb zadzierała i krzyczała co chwila: o, tam! o, tu spadła! i tu znowu! och, jej, jak pięknie… widziałeś? (to ostatnie wyobrażam sobie, że adresuję do Męża, bo Dziecię już śpi, rzecz jasna o tej porze ;))
Ach… Słodkich snów…

Reklamy
This entry was published on 12/08/2013 at 21:09 and is filed under myśli...potargane.... Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: