trochę się czepiam

Jest tyle rzeczy, które mnie w Nim irytują, że przestaję zauważać te, które do niedawna lubiłam… Nie wiem, co się dzieje. Czy On popełnia błąd są błędem, czy tylko ja tak to widzę? Nie, nie jestem ideałem. Staram się nim być, jak tylko potrafię, staram się być taką, jaką On chce mnie widzieć…zaraz…wróć…błąd. Starałam się. Ale znudziło mi się. Straciłam ochotę na wszystko, co wiąże się z Nim. Wkurza mnie. On się w ogóle nie stara, nawet nie próbuje zrobić czegokolwiek, na czym mi zależy i co mi sprawiłoby przyjemność. Bez przykładów, bo nie chcę się bardziej nakręcać.
Trochę się czepiam, fakt.
Bo, na ten przykład, przywalmy z grubej rury na temat ‚co było, a nie jest (fajne)’; na początku strasznie irytowało mnie, jak zasypiał przy laptopie/telewizorze i spał w „salonie”, a ja z Brzdącem w „sypialni”. I nie chodziło tu o wysokie zużycie energii, związane z nastawianiem sleepa na 2 godziny i zasypianiem po 5 minutach – nie jestem Nim, żeby się tego czepiać [tu pragnę zaznaczyć, że jak ja zostawię oświetlenie LEDowe (!) włączone w pokoju i pójdę do kuchni zrobić sobie herbatę, to „po co to światło się tu świeci?!”] tylko o zwyczajne spanie poza łożem małżeńskim z ukochaną żoną. Teraz natomiast niewymownie irytuje mnie, jak (mniej więcej raz na 2 tygodnie) zdarza mu się stwierdzić „dziś śpię z Wami” i uwali się na 3/4 materaca o wymiarach niemałych, bo 150×220, i gada przez sen (co niedawno było dla mnie śmieszne), i siorbie nosem (bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby, bo przegrodę ma wyprostowaną za pomocą lekarza), i wierci się i chrząka najbardziej w momencie, kiedy akurat Młody ma zapaść w sen po przebudzeniu na ‚PiPU!’ (piciu – przyp. tłum. 😉 ).


Ech, dobra, znudziło mi się…
Zmieniam temat, bo to moje narzekanie i tak nic nie zmieni.
Mój Syn, temat rzeka.
Najcudowniejszy, najwspanialszy, najmądrzejszy, najpiękniejszy 😀
Skończył 18 miesięcy. Przydałoby się jakieś podsumowanie 😉
Jeszcze dziś zamierzam wpłynąć na szerokie wody osiągnięć Mojego Pierworodnego, teraz muszę kończyć… 😦 Adije! 😉

Reklamy
This entry was published on 04/06/2013 at 05:47 and is filed under macierzyństwo moje własne <3, nie lubię, życie codzienne. Bookmark the permalink. Follow any comments here with the RSS feed for this post.

2 thoughts on “trochę się czepiam

  1. Myślę, że to co opisujesz jest bardzo normalne w większości domów, w których ludzie się docierają. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to by się jednak cały czas nad sobą zastanawiać bo bez tego spirala czepialstwa nakręca się i nakręca, a to do niczego nie prowadzi. Ja równiez mam bardzo trudny charakter i wiecznie coś mi nie pasuje mimo, że kiedyś mnie to bawiło. Zawsze w takich momentach zadję sobie pytanie: skoro kiedyś się w tym zakochałąm, czy teraz mam prawo wymagać by się zmienił? Wydaje mi się, że pełnej akceptacji dla człowieka, który jest nam najbliższy trzeba się nauczyć, nie wolno mam za wszelką cenę go zmieniać bo nie mamay do tego prawa. Polecam ci książki Lwa Starowicza „o kobiecie” „O mężczyźnie” i „O miłości” świetnie tam są wyszczególnione różnice między nami, a ich lektóra dużo wyjaśnia. Kobieta i mężczyzna są zupełnie inaczej „zaprogramowani” i nie warto w niektórych sytuacjach z tym walczyć. Jeszcze długa droga przed nami, ale wierzę że kiedyś gdy ktoś mnie zapyta o nasze małżeństwo z uśmiechem na twarzy powiem, że chwilami było bardzo ciężko, ale warto było walczyć, bo dzięki temu teraz jesteśmy w tym miejscu i nie wyobrażamy sobie życia z dale od siebie. Nie wiem ile masz lat, ale powiem Ci, że u mnie po 30-stce bardzo zmieniło się nastawienie do wielu spraw. Kiedyś walczyłam, gdy ewidentnie racja była po mojej stronie. Dzisiaj w wielu sytuacjach dnia co dziennego uważam, że nie warto się kłócić, lepiej niektóre rzeczy przemilczeć. Pozdrawiam!!!

  2. Kaśko 😉
    Dziękuję za komentarz, miło usłyszeć, że nie tylko ja mam w głowie różne takie mętliki 😉
    Wylewam tu to, o czym myślę i od razu mi lepiej (mogę wtedy wiele przemilczeć). Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś, wiem, że nad akceptacją trzeba pracować. Przychodzą u mnie po prostu takie momenty, kiedy wszystko (no dobra, bez przesady) mi przeszkadza i muszę dać upust swoim emocjom, wypisując to i owo – odkryłam, że to bardzo dobra metoda. Bo słowa wypowiedziane ulatują i po jakimś czasie wracają, a co napisane – to już jest i nie trzeba się powtarzać.
    A do 30 mi już coraz mniej brakuje, mianowicie dwóch lat z kawałkiem.
    Do lektury chętnie zasiądę, jak znajdę czas… 😉
    Odpozdrawiam!! 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: